Po Slimunox nie mam efektu jojo

Jak na razie idzie bardzo dobrze, w sumie to miałam napisać o czymś innym, dzwonek do drzwi, wpadła sąsiadeczka z wizytą, przeniosła kawał placka (akurat to czego najbardziej potrzebuję po diecie i odchudzaniu). Pogadałyśmy, prawda jest też i taka, że było mi przyjemnie, jak się wypytywała, w jaki sposób udało mi się tak schudnąć. I widząc lekką zazdrość w jej oczach wiem, że nie była to zwykła sąsiedzka kurtuazja, choć jak się tak zastanowię, to jest mi troszkę głupio z tego powodu.  Nie ukrywałam przed nią, że w moim przypadku bardzo pomogło mi zastosowanie Slimunox. nawet przy niej się stanęłam na wadze. Wynik dokładnie taki sam jak ostatnio. Nie było nawet 100 gram więcej, co mnie cieszy i to bardzo. Natomiast czy jej pomoże Slimunox? W sumie to szczerze jej tego życzę. Bo w jej przypadku, to już nie nadwaga, a otyłość. Wspaniała, kochana kobieta, która pomaga o ile może pomóc, a równocześnie nie jest zołzą co to wszystko o wszystkich musi wiedzieć. taka dobra sąsiedzka dusza i to w pełni tego słowa znaczeniu. Nie mniej u niej z odchudzaniem będzie sprawa poważniejsza, bo ma poważne problemy z tarczycą.

Koniec odchudzania. Slimunox górą. Sukces

Z przerwami, perypetiami zdrowotnymi, więc też nie do końca z w pełni takim wynikiem, jaki pewnie bym osiągnęła, gdybym odchudzała się tak jak powinnam. Niestety, chęci to jedno, a możliwości i przeciwności losu to drugie. W każdym razie dzisiaj skończyły mi się tabletki Slimunox i nie kupuję kolejnego opakowania, a odchudzanie uważam za zakończone. I nie, abym może nie była zadowolona z wyniku. Bo waga do której doszłam jakby nie patrzeć mnie zadowala. Czy moje odchudzanie można określić jako sukces? Chyba tak. Owszem, były okresy załamania,  szczególnie wtedy, gdy musiałam czasowo przerwać odchudzanie, gdy waga nie spadała tak jak liczyłam. Nie mniej, patrząc na to ile teraz ważę należy odczytywać to w kategoriach sukcesu. Kolejne pytanie jakie sobie zadałam to, czy Slimunox mi pomógł i na ile. Odpowiedź tu jest jednoznaczna. Patrząc na to, że , wcześniej nie mogłam się pozbyć nadwagi, a teraz to się udało, to Slimunox na pewno mi pomógł. Nie jestem wstanie odpowiedzieć na ile. To znaczy jestem pewna, tak jak napisałam w poprzednim zdaniu, ze takiego wyniku jak teraz bez zastosowanie Slimunox bym nie osiągnęła. Nie mniej jako dokładnie wynik bym miała stosując sam Slimunox a rezygnując z diety czy ćwiczeń – nie wiem. Pewnie teraz zarzucicie mi, że napisałam że rezygnując z diety i ćwiczeń, a nie napisałam, że zastanawiam się nad opcja, dieta i ćwiczenia tak, a Slimunox nie. Ktoś kto czytał mój blog, wcześniej, a nie wpadł tu tylko na ten wpis, to wie, ze wcześniej próbowałam tez bez Slimunox i niestety było bez efektu. Więc rozważania, że dieta i ćwiczenia na tak, a Slimunox na nie, nie mają sensu, bo taka opcję, bez powodzenia stosowałam wcześniej. Więc podsumowując, jestem jak najbardziej zadowolona ze Slimunox. Uważam, że bardzo mi pomógł w całym procesie odchudzania, pomimo choroby i przerwy jaką sobie musiałam zrobić. Stąd też taka rozciągłość w datach, jeżeli chodzi o moje początki w walce z nadwagą, a dniem dzisiejszym. W każdym razie najważniejsze że się udało. W końcu z pozbycia się prawie 10 kilogramów sadła, biorąc pod uwagę jeszcze moje perypetie, co prawda nie związane z odchudzaniem, ale powodujące jego przerwanie na pewien czas można uznać jako sukces. Przynajmniej takim jest dla mnie i patrząc po tym jaką uzyskałam figurę oraz jak się teraz czuję w pełni mnie zadowala.

No i mija dzień dwudziesty…

No i mija dzień dwudziesty mojej walki z nadwagą… W sumie to myślałam, ze wszystko padło. Ale o szczegółach za chwilkę. Prawda bowiem jest taka, ze w ostatnich dniach się zaniedbałam… Po pierwsze, wyjazd i tabletki zostały w domu, więc miałam wymuszona przerwę. Po drugie, wyjazd, jedzenie głównie na mieście, jeżeli chodzi o ciepłe posiłki, też diecie nie pomaga. Co prawda udało mi się uniknąć wszelkich Fast Foodów, ale mimo wszystko… Zresztą bloga też zaniedbałam, ale na wyjeździe miałam dość, a po powrocie podwójnie dość, bo musiałam nadgonić miejscowe zaległości, dla odmiany… Do tego w domu lekkie tsunami… w końcu babcia w domu o porządek zadbała, dzieci głodne nie chodziły, ale za to miały tak popuszczone, że ich pokojów prawie nie poznałam… ciężko bowiem wymagać od mamy by im sprzątała, nawet bym się chyba o to wściekła, z drugiej jednak strony, u mnie byłoby posprzątać swój bałagan, albo szlaban. U mamy wystarczyło… „babciu zrobimy później”… No i pranie… Niestety, z moją pralka mama w żaden sposób nie daje sobie rady… dla niej jest za przeproszeniem zbyt nowoczesna… Ale wracając do tematu odchudzania, to spodziewałam się klapy… a tu miła niespodzianka. Ba, napiszę więcej zaskoczenie, bo nie spodziewałam się takiego wyniku, w takich okolicznościach… bo waga wskazała… tylko … 70 kilogramów, a to uważam za sukces… No i tak jak obiecałam… drobna fotka… tym razem nie popełniłam błędu tak jak ostatnio…

Fotka troszkę słabej jakości, ale jest jaka jest. Nie mniej aby nie wiem jak liczyć, to te 3,2kg waga w 20 dni spadła… Nie ukrywam, iż umocniło mnie to w przekonaniu, że wybór Slimunox był jak najbardziej odpowiednim wyborem…