Po Slimunox nie mam efektu jojo

Jak na razie idzie bardzo dobrze, w sumie to miałam napisać o czymś innym, dzwonek do drzwi, wpadła sąsiadeczka z wizytą, przeniosła kawał placka (akurat to czego najbardziej potrzebuję po diecie i odchudzaniu). Pogadałyśmy, prawda jest też i taka, że było mi przyjemnie, jak się wypytywała, w jaki sposób udało mi się tak schudnąć. I widząc lekką zazdrość w jej oczach wiem, że nie była to zwykła sąsiedzka kurtuazja, choć jak się tak zastanowię, to jest mi troszkę głupio z tego powodu.  Nie ukrywałam przed nią, że w moim przypadku bardzo pomogło mi zastosowanie Slimunox. nawet przy niej się stanęłam na wadze. Wynik dokładnie taki sam jak ostatnio. Nie było nawet 100 gram więcej, co mnie cieszy i to bardzo. Natomiast czy jej pomoże Slimunox? W sumie to szczerze jej tego życzę. Bo w jej przypadku, to już nie nadwaga, a otyłość. Wspaniała, kochana kobieta, która pomaga o ile może pomóc, a równocześnie nie jest zołzą co to wszystko o wszystkich musi wiedzieć. taka dobra sąsiedzka dusza i to w pełni tego słowa znaczeniu. Nie mniej u niej z odchudzaniem będzie sprawa poważniejsza, bo ma poważne problemy z tarczycą.

No i mija dzień dwudziesty…

No i mija dzień dwudziesty mojej walki z nadwagą… W sumie to myślałam, ze wszystko padło. Ale o szczegółach za chwilkę. Prawda bowiem jest taka, ze w ostatnich dniach się zaniedbałam… Po pierwsze, wyjazd i tabletki zostały w domu, więc miałam wymuszona przerwę. Po drugie, wyjazd, jedzenie głównie na mieście, jeżeli chodzi o ciepłe posiłki, też diecie nie pomaga. Co prawda udało mi się uniknąć wszelkich Fast Foodów, ale mimo wszystko… Zresztą bloga też zaniedbałam, ale na wyjeździe miałam dość, a po powrocie podwójnie dość, bo musiałam nadgonić miejscowe zaległości, dla odmiany… Do tego w domu lekkie tsunami… w końcu babcia w domu o porządek zadbała, dzieci głodne nie chodziły, ale za to miały tak popuszczone, że ich pokojów prawie nie poznałam… ciężko bowiem wymagać od mamy by im sprzątała, nawet bym się chyba o to wściekła, z drugiej jednak strony, u mnie byłoby posprzątać swój bałagan, albo szlaban. U mamy wystarczyło… „babciu zrobimy później”… No i pranie… Niestety, z moją pralka mama w żaden sposób nie daje sobie rady… dla niej jest za przeproszeniem zbyt nowoczesna… Ale wracając do tematu odchudzania, to spodziewałam się klapy… a tu miła niespodzianka. Ba, napiszę więcej zaskoczenie, bo nie spodziewałam się takiego wyniku, w takich okolicznościach… bo waga wskazała… tylko … 70 kilogramów, a to uważam za sukces… No i tak jak obiecałam… drobna fotka… tym razem nie popełniłam błędu tak jak ostatnio…

Fotka troszkę słabej jakości, ale jest jaka jest. Nie mniej aby nie wiem jak liczyć, to te 3,2kg waga w 20 dni spadła… Nie ukrywam, iż umocniło mnie to w przekonaniu, że wybór Slimunox był jak najbardziej odpowiednim wyborem…

Pierwszy weekend…

No i przede mną pierwszy weekend z dietą i odchudzaniem. Już 5 dzień jestem na diecie, o ile tak to można nazwać. Stosuję Slimunox i ćwiczę… To ostatnie jest chyba najgorsze… Wieczorem, gdy w sumie powinnam myśleć o spaniu, siadam jeszcze na rowerek i jazda… dobrze że chociaż TV w tym czasie mogę pooglądać… Na pytanie, czy wytrzymałam i ciekawość mnie nie zjadła i się nie ważyłam? Odpowiedź brzmi nie. Czy zrobię to w poniedziałek. Też nie, bo postanowiłam ważyć się co dwa tygodnie. Czy odczuwam jakieś dolegliwości? Nie. Nie boli mnie głowa, czego w sumie się obawiałam, nie boli mnie brzuch… nic z tych rzeczy. Teraz drobne wyjaśnienie. Bo napisałam odnośnie diety, „o ile można to tak nazwać”. No bo prawda jest taka, że nie jestem na pełnej diecie, to znaczy staram się gotować bardziej dietetycznie i zdrowo, co służy nam wszystkim. Jednak pamiętajcie, że ja mam dzieci, które potrzebują odpowiednio wartościowego jedzenia, a nie diety. A ja nie mam czasu na przykład bawić się w gotowanie dwóch różnych obiadów. Raczej swoją dietę reguluje poprzez zmniejszanie porcji i wyliczanie kalorii… przykładowo. Dla mnie sałatka zawierająca dużo zieleniny i witamin, to podstawa obiadu, a resztą, to dodatek. Dla dzieciaczków odwrotnie. Nie mniej staram się utrzymać to, by nie przekraczać odpowiedniej ilości kalorii. Ponadto, to co już zauważyłam. Mam pewien kostium, gdzie jest do niego wszyty pasek. Do tej pory zapinałam pasek, że tak to określę na drugą dziurkę… teraz musiałam przesunąć się o jedną…zapinam się na trzecią…  Jakby nie patrzeć, o czymś to świadczy. Zdaję sobie sprawę, ze nie są to dziesiątki kilogramów jak na razie, zresztą ani nie mam takich marzeń, ani potrzeb by aż tyle schudnąć. Nie mniej w innych ubraniach też czuć, że są luźniejsze… więc coś się jednak dzieje…

Slimunox – dzień pierwszy. Jak obiecałam tak wystartowałam

No to zaczęło się. Zobaczymy co to da i jaki będzie dokładnie tego efekt. Zacznę od tego, że rano myślałam, że mnie trafi… łapię za aparat, wchodzę na wagę. Zgodnie z zasadą prywatności o której wspomniałam na początku nie zamierzam publikować fotek mojej osoby. Nie będę powtarzała się dlaczego. Uważam, ze nawet prowadząc blog mam prawo do odrobiny prywatności. Tym bardziej, że blog to nie jest moje źródło utrzymania. Nie mam kasy za kliknięcia etc… W każdym razie chciałam zrobić jedno, fotkę samego licznika wagi i oznaczyć go jako start. I co? I duuuupaaaa… wołowa 🙂 Na wyświetlaczu pojawiło się err i po chwili bat i zgasł… Padła bateria. A jak na złość akurat takiej wolnej nie miałam. Zakupy już zrobiłam. W pracy taki młyn, że wyskoczyć do kiosku nie miałam czasu, a w drodze powrotnej przypomniało mi się pod bramą. O nie, sorki, nie mam na czole napisane „idiotka” by wracać się po samą baterię. Zresztą przez ten jeden dzień nie spodziewam się nie wiem spadku wagi o kilogram, bym zdjęcia nie mogła zrobić jutro…. Liczę na wyrozumiałość pod tym względem… A wracając do tematu. Pierwszą tabletkę połknęłam o godzinie 6.30 rano. Popiłam pełną szklanką wody mineralnej. Już mamy zmianę, wcześniej by to była pewnie Cola. Później kawa, zakupy po drodze i do pracy. Z reguły przed pracą piłam tylko kawę, to nie żaden cud w moim przypadku. Nie mniej w pracy jedno co mogę napisać, to w żadnym momencie, nawet o zwyczajowej 11 nie ciągnęło mnie do jedzenia. Owszem na przerwie zjadłam kanapkę z serem, sałatą, pomidorem i ogórkiem – jak policzył mi taki kalkulatorek kalorii to około 340 kcal. O 13 druga tabletka Slimunox. Nawet w pracy nikt się nie zorientował co brałam, bo nie wzięłam całego opakowania tylko jedną tabletkę w taki pojemniczek na leki. Po 16 byłam w domu, dzisiaj troszkę luzy. Obiad… konkretny, muszę się jeszcze przyzwyczaić do zmiany troszkę zasad żywienia… nie mniej 2 kluski na parze polana odrobiną sosu (to był ból, bo ja zawsze tego rodzaju kluski lubiłam mieć mocno oblane sosem i to tłustym sosem), moja wersja surówki Colesław (kapusta pekińska, marchew, zamiast majonezu jogurt 0%, łyżeczka musztardy, sól pieprz), zjadłam jej około 100-120 gram i do tego mała pierś z kurczaka gotowana na parze… Łącznie jak mnie obliczenia nie zawiodły, to jakieś 600 kcal… więc jak doliczę do tego jogurt, jako deser 90kcal (naturalny 0% z owocami) to praktycznie mamy moje całodzienne menu, z dnia dzisiejszego. Bo jeść już dzisiaj nic nie zamierzam. To by wychodziło, że dzisiaj pochłonęłam około 1050-1100 kcal. I nie jestem głodna. Nie wiem na ile to już jest Slimunox, na ile kwestia psychiki i że to pierwszy dzień… ale jeżeli uda mi się utrzymać w tych granicach kalorię, gdzie wcześniej liczyłam, że będzie tego znacznie więcej, choć przecież dzień dniu nie będzie równy, w każdym razie uważam, może to zbyt duży optymizm, że uda mi się pozbyć tego i owego. W każdym razie podsumowując. To co zjadłam to napisałam, dzisiaj już tylko woda mineralna. Za godzinkę jeszcze z 30 minut na rowerku treningowym, pewnie na pierwszy raz więcej nie dam rady. I zobaczymy co będzie dalej

Dlaczego Slimunox?

Na samym początku napiszę jedną rzecz, która zapewne odkrywcza nie będzie. Uważam, że w dzisiejszych czasach, ze względu na to całe GMO, antybiotyki w paszach, a co za tym idzie np w drobiu, używane konserwanty, których celem jest poprawienie koloru, smaku, wyglądu jedzenia, zastosowanie suplementów jest po prostu wskazane. I niestety na tym żeruje wiele nieuczciwych firm, które po prostu działając w sposób wyglądający na legalny oferują nam środki, które są nie zawsze są dopuszczone do obrotu w Polsce. Pomijam już środki, reklamowane jako wyjątkowo skuteczne, a zawierające np jaja pasożytów, tych w ogóle uważam, nie należy brać pod uwagę. Ale może o tym kiedyś napisze, bo to chyba temat nie na jeden wpis, a na kilka i to takich porządnych, a nie na wątek poboczny. W każdym razie swoje poszukiwania zaczęłam od rozpytania koleżanek. Wiedziałam, że żadna z nich sama się nie odchudzała, ale może ktoś w ich znajomych czy rodziny… Może to być śmieszne, ale pomimo, że się czyta, iż przynajmniej połowa społeczeństwa ma nadwagę, to ja akurat trafiłam pechowo na tę druga połowę. Zresztą nie chciałam spędzić na poszukiwaniach miesiąca bo znając siebie bym się pewnie rozmyśliła… szukając dłużej czy bardziej wytrwale pewnie bym kogoś znalazła… Kolejny etap to było przeszukanie for… i tu trafiłam na kila preparatów, które mnie zaintrygowały ze względu na opinie jakie były publikowane. Ale wiadomo nie wszystko złoto co się świeci… Zaczęłam więc sprawdzać. Tak też trafiłam na stronę http://legalneodchudzanie.pl W tym momencie moja uwaga skupiła się na 3 preparatach. Z przyczyn podanych powyżej nie podam nazwy tych jakie odrzuciłam i dlaczego postąpiłam tak, a nie inaczej. Nie mam czasu dzisiaj bynajmniej na pisanie elaboratu na temat tych środków i dokumentowania tego screenami. A gdybym tylko napisała samą nazwę czy tylko uwagę, co mi się nie podobało, nie dokumentując tego w żaden sposób, a ktoś np zmieniłby treść strony, to mógłby z tego wyniknąć niezły bałagan. W każdym razie wzięłam się za bardziej konkretne sprawdzania, skład, proces reklamacyjny, proces zwrotu, czy dany środek jest zarejestrowany i dopuszczony do sprzedaży w Polsce. Czy firma która go oferuje jest z Polski, bo w razie czego nie zamierzałam latać z reklamacjami na Cypr czy Maltę… i na tej zasadzie, pozostała oferta AmerMedic czyli Slimunox. Dodatkowo idąc tym tropem, trafiłam jeszcze na stronę http://zgubionekilogramy.pl , gdzie ta strona przekonała mnie jeszcze bardziej do tego, że powinnam spróbować. Czy okaże się to dobrym wyborem, zobaczymy. W każdym razie wydawał mi się na tę chwilę on najbardziej sensowny. Kupiłam tzw pakiet polecany –  2+1 za 259zł płatne przy odbiorze… Zestaw VIP wydawał się dla mnie za duży, a standard bez sensu, bo kupując po 1 opakowaniu bym przepłacała. Paczkę powinnam otrzymać jutro, więc jutro będzie ten sądny dzień. Wprowadzenie suplementu, początek diety i rzecz której chyba najbardziej się boję, ćwiczenia… ale mam nadzieję, że w tym pomoże mi rowerek treningowy…