Reprywatyzacja Warszawy

Nie rozumiem jednego. Możemy uznać że w 1989 roku padła komuna, w 1945 roku skończyła się wojna. Warszawa była totalnie w gruzach. Ile promili miasta (nawet nie procent) było w takim stanie, że dom, kamienica, mieszkanie nie wymagało gruntownego remontu, nie mam tu na myśli malowania, odłupanego tynku czy braku okien. Ile było takich domów? Aby nie wiem co pisać i mówić o komunie, to prawda jest taka,  że po drugiej wojnie, z majątków jakie były w Warszawie praktycznie nic nie pozostało poza terenem. Owszem ten też jest wart sam w sobie bardzo dużo, ale wartość kamienic sprzed wojny? Było ubezpieczone, to do ubezpieczyciela. Nie było? No sorry. To co stroi obecnie, nawet jak wygląda tak samo jak przed wojną, to tym nie jest bo zostało odbudowane na bazie zdjęć etc. Co do samego terenu. Albo wartość sprzed wojny (sam teren), albo owszem obecna, ale bez budynków i pomniejszona o należna podatki jakie w danym czasie ktoś powinien zapłacić (gruntowe). To, że państwo „korzystało” z terenu w czasie powojennym, no cóż odgruzowanie, uporządkowanie. oczyszczenie w niewybuchów też kosztuje. Podobnie jak utrzymanie i doprowadzenie terenu do dzisiejszego stanu, przez co dany teren jest wart ile jest. No i podstawa. Podzielenie i rozdzielenie mienia które zostało zniszczone w czasie działań wojennych, ktoś został wywieziony, z całej rodziny została jedna osoba. Nie ukrywam,  ze mam tu głownie na myśli Polaków wyznania mojżeszowego. inaczej powinna być traktowana sytuacja, gdy ktoś uciekł z Polski bo nie podobał mu się poprzedni ustrój. Ustrój był w Polsce jaki był, rozumiem, że większości się on nie podobał, nie mniej ucieczka na zachód była robiona z pełną świadomością. Zarówno tego co się zyskuje, tego co się traci jak i konsekwencji. Na podobnej zasadzie nie powinno się uznawać jakichkolwiek roszczeń po nie wiadomo jak dalekim pokrewieństwie. Nie powinna być uznawane jakiekolwiek roszczenia, bo coś było kogoś, ta nie wiadomo czy dana osoba  żyje, ma spadkobierców i powstaje jakiś tam sobie kurator, który dba o „interes” – tylko kogo? Na podobnej zasadzie spółki sprzed wojny, reaktywowane i rzekomo chcące odzyskać majątek . Tego to już w ogóle nie rozumiem. przed wojną spółka nad przepaścią, a teraz miliony od miasta, państwa etc… i to w sumie nawet wielokrotnie bez przekonywujących dowodów, prawie jak to się mówi „na pysk”. Jak komuś nie wiem zburzono dom, nie miał ubezpieczenia, a chce kasy, to niech szuka załogi bombowca która to zrobiła. Owszem, co innego gdy majątek jako tako przetrwał wojnę, później weszli sowieci, wypędzili właściciela i ten nie dostał wtenczas żadnego odszkodowania. To wtedy możemy rozmawiać o odszkodowaniach obecnie. Ale w innych przypadkach? Nie ma kuratorów, wypłaty roszczeń, przekazywania kamienic. Bo na tej zasadzie, to może pójdziemy dalej. Mojemu przodkowi w czasach caratu białoarmiści ukradli sztabkę złota. To co? Ile mam żądać? Obecnie z 10 ton czystego kruszcu? Ktoś coś chce, to niech udowodni po pierwsze,  że ma jakiekolwiek pokrewieństwo i nie na zasadzie,  że ma jedno zdjęcie niby z prababką.  Po drugie majątek musiałby w miarę dobrym stanie przetrwać wojnę. Nie przetrwał? Kamienica jest odbudowana? No się pytam, kto za tę odbudowę zapłacił?

Media społecznościowe
RSS
Facebook
Facebook

Jedna myśl na temat “Reprywatyzacja Warszawy”

  1. Do czasu aż nie będzie zrobiony porządek pod względem prawnym zawsze będzie syf w takich sprawach. Do wczoraj myślała, że to ca le stowarzyszenie lokatorów czy jak tam się to nazywa, jest faktycznie krystaliczna organizacją przed tego rodzaju mafiami jak czyściciele kamienic, ale jak zobaczyłem jak sie wypowiadają w obronie lokatorki z Wietnamu, która doprowadziła mieszkanie do ruiny, nie płaci czynszu, gdzie rodzina od niej się wyprowadziła, gdzie właściciele załatwili jej tańsze mieszkanie, a ona z uporem maniaka po 20 latach pobytu udaje że nie wie o co chodzi i twierdzi,  że to nie jej wina? I oni ją bronią? Rozumiałabym gdyby to dotyczyło właściciela kamienicy, który podniósł czynsz, pastwi się nad lokatorami całej kamienicy, ale tu ludzie mają JEDNO mieszkanie kupione w kredycie, który muszą spłacać, mieszkają u rodziców, bo urodziło im się dziecko i wynajem miał pokryć koszty spółdzielni i cześć pewnie kredytu, a tu zamiast delikatnie wychodzić na plus, to długów w spółdzielni im jeszcze narobiła. I później się dziwicie, że nie chcą u nas cudzoziemców?

Możliwość komentowania jest wyłączona.