No to pech…

No i pierwszy klops… Wczoraj nie miałam czasu, naprawdę jedynie o czym myślałam to sen, ale dzisiaj to nadrabiam dwoma wpisami. Niestety… byłabym bardziej szczęśliwa gdybym mogła napisać tylko jeden…to znaczy nikt mnie do tego nie zmuszał, bym pisała drugi wpis, ale pech to pech… ale od początku… Polecenie szefowej, z tych co to niby mogę odmówić, ale wiadomo czym to się skończy i trzy dni w terenie. Wyjazd w żaden sposób nie planowany, więc wszystko robione na wariackich papierach… no i stało się, pech, skleroza, zabieganie. Nie wiem jak to nazwać… bo z jednej strony zdawałam sobie sprawę, że w takich nagłych przypadkach będzie problem z dietą i ćwiczeniami. Ale to bym jeszcze jakoś przebolała, ważne aby utrzymać liczbę kalorii… ale ja nie wzięłam opakowania Slimunox i to już jest tragedia… i to w pełni tego słowa znaczeniu. I nie chodzi mi o to, że nie wiem schudnę mniej kilogram. Bo przecież nic innego „mi nie grozi”, ale naprawdę nie biorąc Slimunox mam wielką ochotę na słodycze… już odpuściłam i kupiła sobie tabliczkę gorzkiej czekolady… ale to nie było to… ssie jak diabli i to tylko słodkie. Opanowuję sie, ale nie jest to miłe. No i druga sprawa, czuję głód… może nie na takiej zasadzie, jakbym głodowała, ale dużo brakuje do nasycenia po posiłkach… Na szczęście jutro wracam już do domu… więc jutro nie liczcie na wpis… przepraszam, chyba, ze Korea z USA zaczną się naparzać…

Media społecznościowe
RSS
Facebook
Facebook

Jedna myśl na temat “No to pech…”

  1. Spokojnie, dasz radę, gdybym ja podczas odchudzania miała takie problemy, to jakbym ich nie miała w ogóle. A i tak przy zastosowaniu Slimunox mi się udało

Możliwość komentowania jest wyłączona.