Koniec odchudzania. Slimunox górą. Sukces

Z przerwami, perypetiami zdrowotnymi, więc też nie do końca z w pełni takim wynikiem, jaki pewnie bym osiągnęła, gdybym odchudzała się tak jak powinnam. Niestety, chęci to jedno, a możliwości i przeciwności losu to drugie. W każdym razie dzisiaj skończyły mi się tabletki Slimunox i nie kupuję kolejnego opakowania, a odchudzanie uważam za zakończone. I nie, abym może nie była zadowolona z wyniku. Bo waga do której doszłam jakby nie patrzeć mnie zadowala. Czy moje odchudzanie można określić jako sukces? Chyba tak. Owszem, były okresy załamania,  szczególnie wtedy, gdy musiałam czasowo przerwać odchudzanie, gdy waga nie spadała tak jak liczyłam. Nie mniej, patrząc na to ile teraz ważę należy odczytywać to w kategoriach sukcesu. Kolejne pytanie jakie sobie zadałam to, czy Slimunox mi pomógł i na ile. Odpowiedź tu jest jednoznaczna. Patrząc na to, że , wcześniej nie mogłam się pozbyć nadwagi, a teraz to się udało, to Slimunox na pewno mi pomógł. Nie jestem wstanie odpowiedzieć na ile. To znaczy jestem pewna, tak jak napisałam w poprzednim zdaniu, ze takiego wyniku jak teraz bez zastosowanie Slimunox bym nie osiągnęła. Nie mniej jako dokładnie wynik bym miała stosując sam Slimunox a rezygnując z diety czy ćwiczeń – nie wiem. Pewnie teraz zarzucicie mi, że napisałam że rezygnując z diety i ćwiczeń, a nie napisałam, że zastanawiam się nad opcja, dieta i ćwiczenia tak, a Slimunox nie. Ktoś kto czytał mój blog, wcześniej, a nie wpadł tu tylko na ten wpis, to wie, ze wcześniej próbowałam tez bez Slimunox i niestety było bez efektu. Więc rozważania, że dieta i ćwiczenia na tak, a Slimunox na nie, nie mają sensu, bo taka opcję, bez powodzenia stosowałam wcześniej. Więc podsumowując, jestem jak najbardziej zadowolona ze Slimunox. Uważam, że bardzo mi pomógł w całym procesie odchudzania, pomimo choroby i przerwy jaką sobie musiałam zrobić. Stąd też taka rozciągłość w datach, jeżeli chodzi o moje początki w walce z nadwagą, a dniem dzisiejszym. W każdym razie najważniejsze że się udało. W końcu z pozbycia się prawie 10 kilogramów sadła, biorąc pod uwagę jeszcze moje perypetie, co prawda nie związane z odchudzaniem, ale powodujące jego przerwanie na pewien czas można uznać jako sukces. Przynajmniej takim jest dla mnie i patrząc po tym jaką uzyskałam figurę oraz jak się teraz czuję w pełni mnie zadowala.

No i pokonało mnie grypsko…

No i stało się, nie może być zawsze dobrze i idealnie. Nie wiem, czy ja zawsze jak się odchudzam to muszę się rozłożyć? Brutalna prawda, zaczęło się od przeziębienia, łamania w kościach, temperatury… typowa grypa, którą jak zawsze nie odleżałam… Wiem, jakie są skutki uboczne… że nie ma nic gorszego niż nie odleżana i przechodzona grypa…. Ale kurczę kto ma czas na zabawę i nie wiem 10 dniowe leżenie w łóżku? Już widzę uśmiech w pracy i słowa na zasadzie… No Pani Joasiu, tak my rozumiemy, wie Pani co… co tam dziesięć dni… dodamy jeszcze od siebie kolejne 4, by po „ciężkiej” chorobie jeszcze mogła ze spokojem dodatkowo wypocząć.. Może ktoś ma takie warunki, bo ja nie… zresztą nie dziwię się. Sama też wychodzę z założenia, że płacę i wymagam… tyczy się to na przykład wszelkich remontów i napraw jakie miałam okazję przechodzić w mieszkaniu czy przy np samochodzie. jest tylko jeden, dwa wyjątki… śmierć i pogrzeb kogoś bliskiego. W tym przypadku dla mnie dana osoba jest usprawiedliwiona, no i problemy zdrowotne u dziecka… Oczywiście nie biorę pod uwagę tak oczywistych sytuacji, jak ze względu na chorobę pobyt w szpitalu, operacja czy naprawdę poważne problemy zdrowotne, gdzie bez leżenia w łóżku si e nie da wyzdrowieć. Ale wracając do siebie… grypę przechodziłam… ba byłam nawet pewna, że udało mi się wyzdrowieć, niestety doszła znów temperatura, ból oskrzeli i zrobiło się niewesoło. Tym razem sama już się nie leczyłam. A u lekarza… niestety L4… ostry antybiotyk…  i ochrzan od rodzinnego jak się patrzy… W każdym razie czułam się na tyle źle, że na blogu nie napisałam ani słowa. Dzisiaj po raz pierwszy zdecydowałam się na napisanie kilku słów… nie obiecuję jeszcze regularności przez pewnie tydzień. No i najważniejsze i nie ukrywam, że ciężko mi z tym. Pytałam się lekarza przy antybiotyku, jak z odchudzaniem i suplementacją. Mój lekarz rodzinny jest bardzo bezpośredni. Kazał mi się walnąć w łeb. Po pierwsze nie dieta przy antybiotyku, po drugie pytał się co biorę, tu akurat co do Slimunox nie miał zastrzeżeń, bo nie są to żadne jaja tasiemca, czy środek podwyższający temperaturę i groźny w użyciu. Nie mniej przy samym antybiotyku zalecał przerwać stosowanie, bo stwierdził, że branie tabletek dla samych tabletek nie ma sensu, ćwiczyć nie będę wstanie i pierw mam doprowadzić siebie do stanu „użyteczności publicznej” , a później znów myśleć o zrzuceniu reszty kilogramów. Choć jeden pozytyw zauważył że schudłam… tak więc na razie w odchudzaniu przerwa… kuruję się by nie skończyć z zapaleniem płuc… w robocie… może nie będę się stresowała i przytaczała, jak są „zadowoleni” z takiego rozwoju sytuacji… Może jedynie co napiszę i kogoś to zainteresuję, to podam link do aukcji na Allegro, gdzie mają ciekawą obecnie promocję na Slimunox…   http://allegro.pl/slimunox-tabletki-na-szybkie-odchudzanie-promo-pac-i6928071216.html To taki ukłon dla osób, które ewentualnie zdecydowały się na zastosowanie Slimunox i szukają ciekawej promocji. No i kolejna sprawa… jutro dodaję od siebie jeszcze jeden lek…Fakt, że ciężko będzie koło mnie przejść i przeżyć moje wyziewy. Pewnie gdybym zastosowała to wcześniej, to nie byłoby tak źle. Ale wyobrażacie sobie mnie w pracy po zjedzenie 4 czy 5 ząbków czosnku? Mleko nie pomaga uwierzcie mi… A co do mleka, to też kubek z miodem i masłem… Sposób mojej babci, super skuteczny. Może to pozwoli na szybszą wygraną i powrót do pracy i dalszej walki z nadwagą.

Blogowisko ma swój Fan Page

Wzięło mnie chyba z tego odchudzania… 🙂 Ale już całkiem na poważnie, bo Slimunox jak najbardziej działa i jestem bardzo zadowolona z efektu jaki udało mi się do tej pory uzyskać. Zresztą staram się obserwować też ogólnie dzieje jeżeli chodzi o odchudzanie i zauważyłam, że po pierwsze Slimunox ma bardzo pozytywne opinie na forach, co utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałam bardzo dobrze, a moje obecne wyniki nie są w żaden sposób jakąś anomalią. Znalazłam też kilka fajnych stron o odchudzaniu, ale o tym napiszę innym razem.   Nie mniej, nie ukrywam, że blog, pomimo iż nie ma wpisów każdego dnia, to coraz bardziej mnie wciąga. I to aż do tego stopnia, że zleciłam stworzenie oficjalnego Fan Page mojego blogu. Będziecie tam mogli znaleźć zawsze info o najnowszych wpisach na blogu. Będziecie też mogli recenzować stronę jak i komentować bezpośrednio na Facebook-u. Zapraszam https://www.facebook.com/blogowiskocompl-897549163745762/

Ze Slimunox waga nadal w dół

No i jestem po kolejnym ważeniu. A tam waga nadal spada i tym razem jest wynik lepszy niż przy ostatnim ważeniu. Ale też bardziej starałam się przy diecie… kilka razy zrezygnowałam też z kolacji zastępując ją kubkiem świeżo wyciśniętego soku z marchwi. Bez cukru i bez konserwantów, za to z myciem po wyciśnięciu sokowirówki, która od lat stała nie używana, a teraz… zaczyna znów się przydawać. W każdym razie całe 1,4 kilograma znów mniej, a od początku odchudzanie, to już spadek wagi o 5 i pół kilograma. Nie ukrywam,  że wyniki te zaczynam traktować jako osobisty sukces. Przy okazji, jak zastanawiacie się nad pójściem moją drogą i zastosowaniu też Slimunox jako środka wspomagającego odchudzanie, to proponuję te z sprawdzić obok strony dystrybutora http://slimunox.pl ofertę jaka jest dostępna na Allegro

Slimunox -wrażenia po miesiącu

No i minął mi miesiąc po tym jak się odchudzam stosując dietę i wspomagając proces Slimunox. Dobrze, dla konkretu jeden dzień więcej jak miesiać i biorę już drugie opakowanie, ale w dzisiejszym wpisie skupiam się na 30 dniu odchudzania, po prostu nie miałam sił wracając wykończona z pracy na napisanie kilku słów. Zresztą ostatni tydzień był ogólnie szalony i na nic nie miałam czasu. Ale wracając do sedna sprawy. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektu jakie dało na ten moment zastosowanie Slimunox. W sumie to potwierdzają się informacje opisujące działanie Slimunox w różnych portalach i forach. Nie ukrywam, że nawet obecnie jak mi wpadnie w łapki jakiś temat dotyczący odchudzania i trafię tam na jakieś komentarze odnośnie Slimunox, to je czytam, choćby ze względu na odniesienie do własnych odczuć czy wrażeń. Tak na przykład trafiłam na blog http://odchudzaniezsukcesem.blogspot.com/ Nudzi mnie troszkę dieta… jak dla mnie zbyt monotonna, choć po części to moja wina, bo nie do  końca stosuję ja tak jak powinnam, wprowadzam modyfikację. Ogólnie przyznam się, że nie zawsze jest tak jak powinno być, szczególnie w ostatnim tygodniu. Ale co tam… nie zmienię tego, czasu nie cofnę, a i tak uważam, że patrząc na to jaką mam pracę, a właściwie jej natłok to i tak sobie dobrze poradziłam. A co do samego odchudzania. To wyszło, że w miesiącu, przy diecie, zastosowaniu Slimunox oraz w miarę systematycznym ćwiczeniu, (choć otwarcie napisze, ze raz to było 30 minut, ale za innym razem 90 minut, więc średnią starałam się trzymać), schudłam 4,1 kg Mnie ten wynik jak najbardziej zadowala.

Co prawda ostatnie 10 dni to tylko 900 gram mniej na wadze i nie wiem czy to wynik, tego iż tempo spadku wagi zmalało, czy po prostu moje błędy jakie popełniłam w tym czasie odnośnie regularności stosowania diety, czy spadek wagi po prostu się zmniejszył, Nie mniej tak jak w ostatecznym rozrachunku będzie się liczyło to co będzie za dwa miesiące, tak i teraz nie liczy się ostatnie 10 dni, tylko to czego dokonałam w miesiąc.

Tak przy okazji, wiecie, że z matematycznego punktu widzenia, swoje odchudzanie skończę w Wigilię ? [Wiem, że będzie drobna różnica, bo opakowanie tabletek jest na 30 dni, a mamy przecież 31 października]. Nie mniej przy starcie nie zagłębiając się specjalnie w numerologię, przeliczanie dat etc, zrobiłam sobie w pewien sposób, o ile tempo odchudzania się utrzyma, swoisty, naturalny prezent na Boże Narodzenie…

No i zbliża się ten dzień – miesiąc brania Slimunox

No i zbliża się ten dzień, miesiąc diety, miesiąc brania Slimunox, miesiąc ćwiczeń, choć te teraz uważam, za bardzo przyjemną cześć dnia. Wkrótce ważenie i efekt którym nie omieszkam się pochwalić. Oczywiście nie zdradzę chyba, żadnej tajemnicy, patrząc na to co osiągnęłam po 20 dniach, że będę kontynuowała tę drogę ku pozbyciu się nadwagi

No i mija dzień dwudziesty…

No i mija dzień dwudziesty mojej walki z nadwagą… W sumie to myślałam, ze wszystko padło. Ale o szczegółach za chwilkę. Prawda bowiem jest taka, ze w ostatnich dniach się zaniedbałam… Po pierwsze, wyjazd i tabletki zostały w domu, więc miałam wymuszona przerwę. Po drugie, wyjazd, jedzenie głównie na mieście, jeżeli chodzi o ciepłe posiłki, też diecie nie pomaga. Co prawda udało mi się uniknąć wszelkich Fast Foodów, ale mimo wszystko… Zresztą bloga też zaniedbałam, ale na wyjeździe miałam dość, a po powrocie podwójnie dość, bo musiałam nadgonić miejscowe zaległości, dla odmiany… Do tego w domu lekkie tsunami… w końcu babcia w domu o porządek zadbała, dzieci głodne nie chodziły, ale za to miały tak popuszczone, że ich pokojów prawie nie poznałam… ciężko bowiem wymagać od mamy by im sprzątała, nawet bym się chyba o to wściekła, z drugiej jednak strony, u mnie byłoby posprzątać swój bałagan, albo szlaban. U mamy wystarczyło… „babciu zrobimy później”… No i pranie… Niestety, z moją pralka mama w żaden sposób nie daje sobie rady… dla niej jest za przeproszeniem zbyt nowoczesna… Ale wracając do tematu odchudzania, to spodziewałam się klapy… a tu miła niespodzianka. Ba, napiszę więcej zaskoczenie, bo nie spodziewałam się takiego wyniku, w takich okolicznościach… bo waga wskazała… tylko … 70 kilogramów, a to uważam za sukces… No i tak jak obiecałam… drobna fotka… tym razem nie popełniłam błędu tak jak ostatnio…

Fotka troszkę słabej jakości, ale jest jaka jest. Nie mniej aby nie wiem jak liczyć, to te 3,2kg waga w 20 dni spadła… Nie ukrywam, iż umocniło mnie to w przekonaniu, że wybór Slimunox był jak najbardziej odpowiednim wyborem…

No to pech…

No i pierwszy klops… Wczoraj nie miałam czasu, naprawdę jedynie o czym myślałam to sen, ale dzisiaj to nadrabiam dwoma wpisami. Niestety… byłabym bardziej szczęśliwa gdybym mogła napisać tylko jeden…to znaczy nikt mnie do tego nie zmuszał, bym pisała drugi wpis, ale pech to pech… ale od początku… Polecenie szefowej, z tych co to niby mogę odmówić, ale wiadomo czym to się skończy i trzy dni w terenie. Wyjazd w żaden sposób nie planowany, więc wszystko robione na wariackich papierach… no i stało się, pech, skleroza, zabieganie. Nie wiem jak to nazwać… bo z jednej strony zdawałam sobie sprawę, że w takich nagłych przypadkach będzie problem z dietą i ćwiczeniami. Ale to bym jeszcze jakoś przebolała, ważne aby utrzymać liczbę kalorii… ale ja nie wzięłam opakowania Slimunox i to już jest tragedia… i to w pełni tego słowa znaczeniu. I nie chodzi mi o to, że nie wiem schudnę mniej kilogram. Bo przecież nic innego „mi nie grozi”, ale naprawdę nie biorąc Slimunox mam wielką ochotę na słodycze… już odpuściłam i kupiła sobie tabliczkę gorzkiej czekolady… ale to nie było to… ssie jak diabli i to tylko słodkie. Opanowuję sie, ale nie jest to miłe. No i druga sprawa, czuję głód… może nie na takiej zasadzie, jakbym głodowała, ale dużo brakuje do nasycenia po posiłkach… Na szczęście jutro wracam już do domu… więc jutro nie liczcie na wpis… przepraszam, chyba, ze Korea z USA zaczną się naparzać…

No i jednak chudnę…

Nie będę się rozpisywała i rozpływała w ach i och, że Slimunox działa, acz oddając „cesarzowi co cesarskie” to działa, bo nie w tym rzecz. Za krótko bowiem to trwa, by krzyczeć o sukcesie, jak nie wiadomo co będzie za ponad dwa miesiące. W każdym razie na tę chwilę suche fakty. Tak jak pisałam wcześniej ważenie odbyło się 10 dnia od startu, czyli wczoraj. Zadacie pytanie dlaczego piszę dzisiaj? Bo zrobiłam błąd, który naprawię za kolejne 9 już dni. Po prostu wzięłam gorącą kąpiel. Nie ukrywam, że łazienka wyglądała jak sauna, pomimo, że ją nie jest. No i jak wyszłam z wanny, to stanęłam na wadze, a tam… 71,5… aby nie wiem jak liczyć jest tego w sumie mniej o 1,7kg niż 10 dni wcześniej. Od razu napisze, że tak jak wspomniałam wcześniej, ze względu na taką a nie inną sytuację w łazience nie wzięłam ze sobą aparatu i nie mam fotki, pokazującej mój sukces? sukcesik? zmianę? Jak zwał tak zwał. Kolejny raz będę mądrzejsza i zanim wejdę do wanny, stanę na wadze i zrobię fotkę, a nie tak jak teraz. Nie mniej przechodząc do podsumowania. Nie wiem na ile to kwestia diety, na ile brania Slimunox, na ile w końcu psychiki, że coś stosuję. Podobnie jak nie wiem na ile pomogły te ćwiczenia które robię, oraz jaki byłby wynik na innej diecie, jakbym przestrzegała ściśle dietę, a nie ukrywam, ze zdarzają mi się odstępstwa czy modyfikacje. W każdym razie jest jak jest, a uważam, że prawo do jakichkolwiek wniosków będę miała najwcześniej po miesiącu stosowania Slimunox. Na razie jest na to za wcześnie. Nie mniej, by nie umniejszać wagi własnego osiągnięcia, a jakieś ono tam jest, to napisze, że widać światełko w tunelu i jeżeli ten spadek wagi się utrzymywał lub był podobny, to będę za te trzy prawie miesiące mile zaskoczona

Dzisiaj pierwsze ważenie…

No i dzisiaj pierwsze ważenie… To już 10 dni jak stosuję Slimunox. Postanowiłam ten dzień dzisiejszy uczcić. Jeżeli waga spadła o półtora kilograma, to takie tempo spadku uważam za bezpieczne dla organizmu, bo dawałoby to w okolicach 4,5 kilograma miesięcznie. Wieczorem zobaczymy jak to będzie, bo wieczorkiem po pracy moje historyczne pierwsze ważenie jak wystartowałam z tym odchudzaniem. Naprawdę nie mogę się doczekać. A teraz spadam do pracy… bo tam dzisiaj tak wesoło jak teraz raczej nie będzie… Patrząc na „hejzel” jaki zrobiła nam wczoraj szefowa, to chyba oznacza jedno, że ma „ciężkie kobiece dni”, a to znowu oznacza, ze tydzień będzie przechlapany… i to totalnie. Kończę aby zdążyć…