Naturalne sposoby na wzmocnie odporności

Nie ukrywam, że do napisania niniejszego wpisu w pewien sposób sprowokowała mnie informacja jaka ukazała się na portalu interia.pl dotycząca naturalnych sposobów na wzmocnienie odporności – konkretnie chodzi mi o http://kobieta.interia.pl/porady/news-drozdze-wzmocnia-odpornosc,nId,2485242  I nie chodzi tu akurat o łykanie witamin czy suplementów. W tym zakresie te były znane i stosowane od lat, jako mieszanki zwane multiwitaminami (tak w dużym uproszczeniu przedstawiając problem), ale o faktycznie naturalne sposoby. Może, część  z nich wydaje się metodami że tak napisze babcinymi i nie twierdzę, że muszą być one lekarstwem na wszystko, bo piszemy o samej odporności, nie mniej jeżeli poprzez zmianę nastawienia do takich metod będziemy zdrowsi, to czemu się nad tym problemem nie zastanowić? W końcu chodzi o nasze zdrowie. Pozwolicie, że wrócę teraz do przedmiotowego artykułu… niby tylko i aż same zwykłe drożdże… a jaki mogą mieć wpływ na nasz organizm… szczegóły znajdziecie w podlinkowanym artykule. Patrząc na własne doświadczenia, czy nawet przypominając sobie to co mówiły czy to jakieś ciotki, czy babcie… czosnek, miód (ale taki naturalny z pasieki), zioła takie jak szałwia, mięta. W czasach ich młodości nie kupowało się nagminnie multiwitamin, zimy były znacznie gorsze, podobnie jak warunki życia,  a ich dzieci i oni sami znacznie zdrowsi. Zresztą, sama ostatnio leczyłam się czosnkiem, jak mogłam i naprawdę pomimo wątpliwej jakości samopoczucia co do zapachu wydobywającego się z moich ust, który znacząco złagodziłam mlekiem, to pod względem „postawienia na nogi” metoda ta okazała sie bardzo skuteczna. Napiszcie proszę w komentarzach, jakie wy metody stosujecie na podniesienie odporności. Tylko, że tak pozwolę sobie poprosić… te naturalne…

Złoto i brąz

Ogólnie to nie interesuję się specjalnie sportem, owszem ostatnio przy odchudzaniu zaczęłam ćwiczyć, ze względu na warunki jakie panują przeprosiłam się z rowerem, ale nie wiem jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do uprawiania sportu. Zresztą, pomijając siatkówkę, to specjalnie w TV nawet nie oglądałam, no może przy okazji piłkę nożną. Kilka razy byłam towarzysko na meczu, na stadionie, wrażenia lepsze niż przed TV, jednak to z czego początkowo za pierwszym razem się śmiałam – atmosfera, jednak istnieje. Jednak zaliczenie mnie do entuzjastów sportu było by naprawdę bardzo poważnym nadużyciem. Ale są też wyjątki. Do tych zaliczam… i tu panowie sie pomyliliście, nie MŚ czy ME w piłce nożnej, ale właśnie Igrzyska Olimpijskie. Co prawda w przypadku Korei różnica czasowa daje znać o sobie, i znacznie mniej transmisji oglądam niż bym chciała, a nocek nie będę zarywała, ale zastanawia mniej jedno. Skąd tyle hura optymizmu było przed IO odnośnie naszych szans medalowych? Justyna Kowalczyk? Z całym szacunkiem. Ona zrobiła już dla Polski sporo. Już nie to zdrowie, do czasu jak była wstanie normalnie biegać w całym turze i na IO, to miała szanse, przy wybiórczym bieganiu wiadomo było, że nałogowo astmatycznymi Norweżkami nie ma szans, a rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej brutalna… I nie pisze tego złośliwie. Po prostu każdy organizm ma swoją wytrzymałość i należy być wdzięcznym pani Justynie za to co zrobiła wcześniej. Niestety… problem jaki się pojawia, to brak widoku, na to by ktoś ja zastąpił. Reszta dyscyplin z wyłączeniem skoków? Śmiech na sali. Tu nie mamy praktycznie nikogo, kto mógłby powalczyć o cokolwiek. Naprawdę nasi zawodnicy, muszą jeszcze dużo potrenować, choć nie wiem czy jest jeszcze w ich przypadkach jeszcze możliwe by dojść z formą na następne IO. Panczeniści… tu zawód, ale lekki. Dziewczyny na start grupowy trenowały osobno, więc nie ma się co dziwić jeżeli chodzi o wynik, były wielki zapewnienia o jednym, jedynym porządnym torze na cała Polskę, tak by mogli trenować w Polsce… Zakopane, Warszawa, jaka to miała być jeszcze lokalizacja? Zadam inne pytanie. Gdzie jest ten tor?????  No i jedyna ostoja na zimowych IO – skoczkowie… Może Kamil Stoch miał lekki niedosyt po pierwszym turnieju i 4 pozycji, Może Stefan Hula nie wytrzymał presji, bo miał naprawdę szanse na medal, ale za to duża skocznia i drużynówka… Nic tylko bić brawo i to na stojąco… jednak i tu jest problem… wiek tych Panów… Naprawdę uważacie, że każdy z Nich będzie wstanie wytrzymać tyle co Noriaki Kasai?

Po Slimunox nie mam efektu jojo

Jak na razie idzie bardzo dobrze, w sumie to miałam napisać o czymś innym, dzwonek do drzwi, wpadła sąsiadeczka z wizytą, przeniosła kawał placka (akurat to czego najbardziej potrzebuję po diecie i odchudzaniu). Pogadałyśmy, prawda jest też i taka, że było mi przyjemnie, jak się wypytywała, w jaki sposób udało mi się tak schudnąć. I widząc lekką zazdrość w jej oczach wiem, że nie była to zwykła sąsiedzka kurtuazja, choć jak się tak zastanowię, to jest mi troszkę głupio z tego powodu.  Nie ukrywałam przed nią, że w moim przypadku bardzo pomogło mi zastosowanie Slimunox. nawet przy niej się stanęłam na wadze. Wynik dokładnie taki sam jak ostatnio. Nie było nawet 100 gram więcej, co mnie cieszy i to bardzo. Natomiast czy jej pomoże Slimunox? W sumie to szczerze jej tego życzę. Bo w jej przypadku, to już nie nadwaga, a otyłość. Wspaniała, kochana kobieta, która pomaga o ile może pomóc, a równocześnie nie jest zołzą co to wszystko o wszystkich musi wiedzieć. taka dobra sąsiedzka dusza i to w pełni tego słowa znaczeniu. Nie mniej u niej z odchudzaniem będzie sprawa poważniejsza, bo ma poważne problemy z tarczycą.

Powrót do świata – odchudzania ze Slimunox ciąg dalszy

Od mojego ostatniego wpisu minęło bardzo dużo czasu. Nie mniej, nie zrezygnowałam z odchudzania, jednak moja walka z grypą, a później silnym zapaleniem oskrzeli trwała dłużej jakbym chciała. W tym czasie przyznam się, że zrezygnowałam z diety, nie miałam ochoty i sił by się bawić w liczenie kalorii itd. Nie brałam też Slimunox, bo było to bez sensu, szczególnie, że nie skończyło się na babcinym sposobie, czyli czosnku, ale naprawdę silnym antybiotyku. Nie byłam też wstanie ćwiczyć. Dzisiaj 23 Grudnia, dzień przed Wigilią i postanowiłam korzystając z okazji, że dom posprzątany, słodkie się piecze, a ja mam przerwy w gotowaniu i pieczeniu, a bo to musi stężeć, a to ostygnąć, zanim to i tamto będę mogła pomieszać, to postanowiłam poskrobać troszkę po klawiaturze. W końcu mogę przy okazji i wypić kawę.

Przyznam się, ze jestem wściekła. Miałam bowiem takie plany. Po rewelacyjnym starcie ze Slimunox, choroba, może nie przekreśliła planów, ale delikatnie pisząc je troszkę zatrzymała. Co prawda, teraz od kilku dni znów jestem na diecie, znów zaczęłam stosować Slimunox, ale plany były inne. Praktyczne teraz miałam prawie kończyć odchudzanie i cieszyć się z wyniku jaki osiągnęłam. Wyszło tak, że będę się owszem cieszyć, bo nie zamierzam odpuścić, ale z dużym opóźnieniem. A skumulowało się ładnie. Stąd też i takowe opóźnienia na blogu. Dzisiaj w sumie zauważyłam z przerażeniem, że to mój pierwszy wpis w grudniu!!!! Ale jak doszłam do siebie, to musiałam nadrobić potężne zaległości w pracy. Do tego z dnia na dzień było bliżej do świąt. Zakupy, wstępne gotowanie… bigos bowiem u mnie robi się tydzień. Każdego dnia się go powoli odgrzewa, by po 7 takim cyklu mrozi i wyjmuje z zamrażarki 23… i by stanowił u nas jedną z tradycyjnych potraw świątecznych (nie Wigilijnych) do 25 leżakuje w lodówce,. Wiem, że wielu z Was będzie oburzonych. Bigos na święta. Ale taka u mnie w rodzinie tradycja. Staropolski bigos gotowany na dziczyźnie (w sumie w jego skład wchodzi 5 rodzajów mięs -mięso z dzika, sarny, wołowina, chuda wieprzowina np schab oraz coś bardzo tłustego czyli boczuś, do tego jakaś mocno przyprawiona i wędzona kiełbasa tradycyjna, że tak napiszę oraz kiełbasa z jelenia. Do tego oczywiście grzyby leśne, kapusta i jest to wolniutko gotowane na czerwonym wytrawnym, winie (mięso oczywiście wcześniej przesmażone – każdy rodzaj osobno). Może jak złapię troszkę czasu po świętach to wbije przepis według którego to robię.

Troszkę, też żałuję też, ze jak tak sie stało, ze musiałam przerwać odchudzanie, pomimo rewelacyjnych wyników jakie osiągałam stosując Slimunox, to że nie poczekałam z wznowieniem tego do 27 grudnia… ale jest jak jest…

W każdym razie Slimunox na mnie działa, znów go stosuję. Po zapaleniu oskrzeli na szczęście nie ma śladu. W pracy wszystko wyrównane. Święta w miarę przygotowane. Dzisiaj i jutro ostatnie szlify. I liczę, że w święta troszkę chociaż odpocznę i będę wstanie coś skrobnąć znów. Może podrzucić kilka przepisów. Na pewno będę starała się napisać parę słów o potrawach Wigilijnych i naszych rodzinnych tradycjach. Zaraz po świętach uzupełnię info o Slimunox, wrzucę nowe info o wadze. Bo tak jak wznowiłam dietę, tak na wadze nie stanęłam. Po prostu wolę to zrobić po świętach, a nie dzień przed.

Na sam koniec pragnę złożyć Wszystkim życzenia Zdrowych, Spokojnych Świąt. No i aby Wasze wątroby zbytnio nie ucierpiały…

Blogowisko ma swój Fan Page

Wzięło mnie chyba z tego odchudzania… 🙂 Ale już całkiem na poważnie, bo Slimunox jak najbardziej działa i jestem bardzo zadowolona z efektu jaki udało mi się do tej pory uzyskać. Zresztą staram się obserwować też ogólnie dzieje jeżeli chodzi o odchudzanie i zauważyłam, że po pierwsze Slimunox ma bardzo pozytywne opinie na forach, co utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałam bardzo dobrze, a moje obecne wyniki nie są w żaden sposób jakąś anomalią. Znalazłam też kilka fajnych stron o odchudzaniu, ale o tym napiszę innym razem.   Nie mniej, nie ukrywam, że blog, pomimo iż nie ma wpisów każdego dnia, to coraz bardziej mnie wciąga. I to aż do tego stopnia, że zleciłam stworzenie oficjalnego Fan Page mojego blogu. Będziecie tam mogli znaleźć zawsze info o najnowszych wpisach na blogu. Będziecie też mogli recenzować stronę jak i komentować bezpośrednio na Facebook-u. Zapraszam https://www.facebook.com/blogowiskocompl-897549163745762/

Sprawca napaści na Polaków w Rimini skazany

Jak właśnie podały wszystkie media, sprawca napadu na Polaków powiązanym z brutalnym gwałtem skazany. oczywiście na razie wyrok dotyczy przywódcy bandy, który został skazany jako pełnoletni. Na odrębne procesy i wyroki oczekują trzej nieletni sprawcy. Nie mniej w tym momencie zastanawiam się nad jednym. Muszę się przyznać, że bardzo myliłam się na początku. Bowiem, jak usłyszałam o tej napaści po raz pierwszy i była tez informacja o tym, ze napadu dokonała banda mająca jakieś powiązania z emigrantami, to przyznam się, że nie wierzyłam, że sprawa w ogóle będzie rozwiązana. Ale na szczęście pomyliłam się. Bo moim zdaniem tego rodzaju przestępstwa powinny być ścigane i karane z największą surowością. Każde przestępstwo powinno być karane. Ale tak jak jestem wstanie przyjąć do wiadomości i w jakiś sposób zrozumieć dziecko, czy nawet dorosłego kradnącego z głodu bułkę w sklepie, gdzie osobiście nie wiem czy w przypadku takiego czynu współwinne powinny być w zakresie moralnym organizacje odpowiadające za pomoc najuboższym. Tak jak jestem jeszcze wstanie zrozumieć wyrostka wyrywającego komórkę i po prostu kradnącego ją. Należy mu się kara, ale powinno się nad taką osobą też pochylić i sprawdzić co spowodowało tę kradzież. W takim przypadku uważam, że w pewnych okolicznościach łagodniejsza kara z odpowiednim podejściem, jakąś terapią, próbą pomocy w rozwiązaniu problemów mogą być bardziej skuteczne od surowego wyroku. Choć jakiś, jak najbardziej powinien być. Ale w przypadku takich zwyrodnialców gwałcących kobiety nie powinno być ani krzty litości. Nie wiem dokładnie jak wygląda procedura pod względem wyroków we Włoszech, ale z tego co podają media, to prokurator żądał 14 lat, Sędzina dała 16… Szacunek… Tak powinno być zawsze w takich przypadkach

Reprywatyzacja Warszawy

Nie rozumiem jednego. Możemy uznać że w 1989 roku padła komuna, w 1945 roku skończyła się wojna. Warszawa była totalnie w gruzach. Ile promili miasta (nawet nie procent) było w takim stanie, że dom, kamienica, mieszkanie nie wymagało gruntownego remontu, nie mam tu na myśli malowania, odłupanego tynku czy braku okien. Ile było takich domów? Aby nie wiem co pisać i mówić o komunie, to prawda jest taka,  że po drugiej wojnie, z majątków jakie były w Warszawie praktycznie nic nie pozostało poza terenem. Owszem ten też jest wart sam w sobie bardzo dużo, ale wartość kamienic sprzed wojny? Było ubezpieczone, to do ubezpieczyciela. Nie było? No sorry. To co stroi obecnie, nawet jak wygląda tak samo jak przed wojną, to tym nie jest bo zostało odbudowane na bazie zdjęć etc. Co do samego terenu. Albo wartość sprzed wojny (sam teren), albo owszem obecna, ale bez budynków i pomniejszona o należna podatki jakie w danym czasie ktoś powinien zapłacić (gruntowe). To, że państwo „korzystało” z terenu w czasie powojennym, no cóż odgruzowanie, uporządkowanie. oczyszczenie w niewybuchów też kosztuje. Podobnie jak utrzymanie i doprowadzenie terenu do dzisiejszego stanu, przez co dany teren jest wart ile jest. No i podstawa. Podzielenie i rozdzielenie mienia które zostało zniszczone w czasie działań wojennych, ktoś został wywieziony, z całej rodziny została jedna osoba. Nie ukrywam,  ze mam tu głownie na myśli Polaków wyznania mojżeszowego. inaczej powinna być traktowana sytuacja, gdy ktoś uciekł z Polski bo nie podobał mu się poprzedni ustrój. Ustrój był w Polsce jaki był, rozumiem, że większości się on nie podobał, nie mniej ucieczka na zachód była robiona z pełną świadomością. Zarówno tego co się zyskuje, tego co się traci jak i konsekwencji. Na podobnej zasadzie nie powinno się uznawać jakichkolwiek roszczeń po nie wiadomo jak dalekim pokrewieństwie. Nie powinna być uznawane jakiekolwiek roszczenia, bo coś było kogoś, ta nie wiadomo czy dana osoba  żyje, ma spadkobierców i powstaje jakiś tam sobie kurator, który dba o „interes” – tylko kogo? Na podobnej zasadzie spółki sprzed wojny, reaktywowane i rzekomo chcące odzyskać majątek . Tego to już w ogóle nie rozumiem. przed wojną spółka nad przepaścią, a teraz miliony od miasta, państwa etc… i to w sumie nawet wielokrotnie bez przekonywujących dowodów, prawie jak to się mówi „na pysk”. Jak komuś nie wiem zburzono dom, nie miał ubezpieczenia, a chce kasy, to niech szuka załogi bombowca która to zrobiła. Owszem, co innego gdy majątek jako tako przetrwał wojnę, później weszli sowieci, wypędzili właściciela i ten nie dostał wtenczas żadnego odszkodowania. To wtedy możemy rozmawiać o odszkodowaniach obecnie. Ale w innych przypadkach? Nie ma kuratorów, wypłaty roszczeń, przekazywania kamienic. Bo na tej zasadzie, to może pójdziemy dalej. Mojemu przodkowi w czasach caratu białoarmiści ukradli sztabkę złota. To co? Ile mam żądać? Obecnie z 10 ton czystego kruszcu? Ktoś coś chce, to niech udowodni po pierwsze,  że ma jakiekolwiek pokrewieństwo i nie na zasadzie,  że ma jedno zdjęcie niby z prababką.  Po drugie majątek musiałby w miarę dobrym stanie przetrwać wojnę. Nie przetrwał? Kamienica jest odbudowana? No się pytam, kto za tę odbudowę zapłacił?

Ultimatum dla Katalonii…

Właśnie przeczytałam info o ultimatum dla Katalonii. W sumie moim  zdaniem można napisać, że jak na razie z dużej chmury mały deszcz… Jednak z drugiej strony oby nie skończył się krwawą ulewą. No bo co na dzień dzisiejszy mamy… Referendum nie uznawane przez nikogo, oprócz oczywiście części Katalończyków. W samym referendum ponad 90% za odłączeniem Katalonii, ale równocześnie poniżej 50% frekwencja… Moim zdankiem głosów tych co nie głosowali w żaden sposób nie można policzyć jako na tak. I tu pojawił się moim zdaniem pierwszy błąd Madrytu. Policja i ich niedzielne akcje. Kolejne rzecz, to niby ogłoszenie deklaracji niepodległości ale przesuniętej nie wiadomo do kiedy w czasie… Przecież to brzmi jak wypowiedź osoby nie do końca zdrowej na umyśle, ogłaszam ale nie ogłaszam, jednak mimo wszystko ogłaszam, ale nie wiadomo od kiedy… No i ostatnia sprawa, po co ultimatum skoro ogłaszał, ale nie ogłasza, a w ogóle referendum było nielegalne, czyli go nie było? Dla mnie to totalnie masło maślane… Po pierwsze, do dnia dzisiejszego Katalonia należała do Hiszpanii, nie protestując zbytnio w tym zakresie, korzystając że Hiszpania jest w UE. Więc skoro tak jest to ewentualne referendum powinno być w całej Hiszpanii… To czy ktoś by na to wyraził zgodę czy nie, to inna sprawa… ale dlaczego w Madrycie ludzie nie maja prawa się wypowiedzieć, czy chcą by Katalonia była nadal w Hiszpanii? I tylko nie piszcie, że w takim układzie by to nigdy nie przeszło… W Wielkiej Brytanii też Brexit nie miał prawa przejść, a jak jest wiadomo. Kolejna sprawa, niestety hipokryzja w UE… Gdy Kosowo ogłaszało niepodległość, to unia piała z zachwytu, Kosowo wyzwala się od Serbii, tej Serbii, co tak łaskawie patrzy na Putina i Rosję, jak podobna sprawa dotyczy Katalonii i Hiszpanii to już źle… I abym nie była posądzona o dwulicowość… Tak samo nie powinno być uznania niepodległości Kosowa, chyba że referendum odbywałoby się w całej Serbii, jak i nie powinno w żaden sposób uznawać tego referendum z Katalonii… chyba, że odbędzie się w całej Hiszpanii…

Problem z potencją a wiek…

Dzisiaj przeglądałam internet szukając jakiejś informacji, zaznaczę, że nie związanej z potencją, problemami z tym związanymi. Nie mniej na jednym z for przy okazji tego mojego szukania trafiłam na temat właśnie z tymi sprawami co napisałam powyżej powiązany. W sumie to mogłabym przejść nad tym do porządku dziennego, ale zaintrygowała mnie wypowiedź niejakiego Arkadiusza i wcześniej ją poprzedzająca Patrycji. Aby można było wiedzieć o co kaman, podam link… http://ziomale.waw.pl/viewtopic.php?f=4&t=5 I w sumie to bliżej mi do zgodzenia się z Arkadiuszem niż Patrycją. Owszem każdy inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę z pewnych ograniczeń biologicznych. Zarówno u nas, jak i płci przeciwnej.Nie mniej, tak jak zauważył Arkadiusz… problemy pod tym względem nie dotyczą wszystkich równo. Nie wiem nie jest to przejście na emeryturę powiedzmy 65 lat i koniec seksu bo nie masz erekcji. Więc tu z Patrycją się nie zgodzę, bo tak jak rozumiem, że jest zegar biologiczny i w końcu trzeba się z pewnymi faktami pogodzić i je zaakceptować, tak nie oznacza to, że przy pierwszym niepowodzeniu czy problemach nie powinno się z nimi walczyć. I tu wrócę do Arkadiusza przyznając mu rację. Są osoby które miały problemy w wieku powiedzmy 49 lat, tak jak on pisze zastosował IQman i obecnie znów przytaczając jego wypowiedź obecnie jest już w porządku, czyli mogę domniemywać, że pod względem potencji, erekcji, seksu jest u niego że tak napisze normalnie. Są osoby, u których ten problem występuje w wieku nie wiem 65 lat, może 70… są takie, na które tego rodzaju środki jeszcze w tym wieku zadziałają, są też takie, u których kalendarz biologiczny spowoduje, ze po prostu mogłyby wagon wtedy zjeść wszelkiego rodzaju środków na potencję i niestety nic im akurat to już nie da. Na podobnej zasadzie, są osoby które od urodzenia nie mogą i im też nic nie pomoże, ale jeżeli dana osoba poprzez zastosowanie tego rodzaju środka może sobie pomóc, to w czym problem? Dlaczego im odmawiać nie wiem 20 czy 25 lat czerpania i dawania przyjemności z seksu? Przecież to nie tylko sprawa faceta, ale też jego żony czy partnerki… szkoda, ze o tym Patrycja już nie pomyślała…

Pamela Bem-Niedziałek nie żyje…

Nie będę ukrywała, że znałam, ceniłam… Napiszę więcej, bardzo rzadko oglądam TVN24BiS i nie kojarzę dziennikarzy tam występujących…. Co nie świadczy, że nie była to osoba ceniona, dobra, fachowa… Nie chcę tu się nad tym rozwodzić. Ja po prostu nie kojarzyłam ani po nazwisku, ani ze zdjęcia… ale to bardziej ze względu na to że po prostu nie oglądam tej stacji. Więc po co piszę? Bo właśnie czarno-białe zdjęcie przykuło moja uwagę na onecie przed chwilą, kliknęłam w nie… i dowiedziałam sie o śmierci tej osoby, krótka sucha notatka… no i info, że żona, że osierociła dwójkę dzieci i że miała 39 lat… To mnie zaintrygowało, troszkę z prywatnych powodów, ale o tym za chwile. Szukając info dowiedziałam się, że prywatnie była córkę znanej piosenkarki Ewy Bem, że osierociła malutkie dzieci… w tym momencie przyszła mi na myśl ś.p. Anna Przybylska… Kolejna młoda osoba, młoda kochająca matką, kochana mama, córka, żona… i okrutny rak… nowotwór który zabija bez względu na wiek… atakując coraz to młodsze osoby. I tu w sumie wątek osobisty… mam koleżankę, której dopiero co zmarła siostra… będzie z 2 miesiące… w maju jej córka była u I Komunii Świętej… a ona o nowotworze dowiedziała się rok temu… Wiedziała, że stan w jakim się dowiedziała był wyrokiem,  pomimo to leczyła się, walczyła praktycznie do końca… Po tym jak się dowiedziała, to jej marzeniem było doczekać do komunii córki… udało się jej, zmarła praktycznie 3 miesiące później… I teraz zastanawia mnie jedno… co takiego i w czym teraz mamy podawane, że problemów z nowotworami jest co raz to więcej… Owszem, nie aby wcześniej ich nie było. Że ludzie na nie nie umierali. I nie piszę o zamierzchłych czasach, gdy rak był nierozpoznaną choroba, ale z 30 -40 lat temu. Przecież wtedy medycyna była na dużo gorszym poziomie, nie dawała takich możliwości rozpoznania, leczenia, a teraz? Niby jest lepiej… a coraz to więcej i coraz to młodsze osoby umierają…  Najszczersze kondolencje dla rodziny…