No i mija dzień dwudziesty…

No i mija dzień dwudziesty mojej walki z nadwagą… W sumie to myślałam, ze wszystko padło. Ale o szczegółach za chwilkę. Prawda bowiem jest taka, ze w ostatnich dniach się zaniedbałam… Po pierwsze, wyjazd i tabletki zostały w domu, więc miałam wymuszona przerwę. Po drugie, wyjazd, jedzenie głównie na mieście, jeżeli chodzi o ciepłe posiłki, też diecie nie pomaga. Co prawda udało mi się uniknąć wszelkich Fast Foodów, ale mimo wszystko… Zresztą bloga też zaniedbałam, ale na wyjeździe miałam dość, a po powrocie podwójnie dość, bo musiałam nadgonić miejscowe zaległości, dla odmiany… Do tego w domu lekkie tsunami… w końcu babcia w domu o porządek zadbała, dzieci głodne nie chodziły, ale za to miały tak popuszczone, że ich pokojów prawie nie poznałam… ciężko bowiem wymagać od mamy by im sprzątała, nawet bym się chyba o to wściekła, z drugiej jednak strony, u mnie byłoby posprzątać swój bałagan, albo szlaban. U mamy wystarczyło… „babciu zrobimy później”… No i pranie… Niestety, z moją pralka mama w żaden sposób nie daje sobie rady… dla niej jest za przeproszeniem zbyt nowoczesna… Ale wracając do tematu odchudzania, to spodziewałam się klapy… a tu miła niespodzianka. Ba, napiszę więcej zaskoczenie, bo nie spodziewałam się takiego wyniku, w takich okolicznościach… bo waga wskazała… tylko … 70 kilogramów, a to uważam za sukces… No i tak jak obiecałam… drobna fotka… tym razem nie popełniłam błędu tak jak ostatnio…

Fotka troszkę słabej jakości, ale jest jaka jest. Nie mniej aby nie wiem jak liczyć, to te 3,2kg waga w 20 dni spadła… Nie ukrywam, iż umocniło mnie to w przekonaniu, że wybór Slimunox był jak najbardziej odpowiednim wyborem…