Pierwszy weekend…

No i przede mną pierwszy weekend z dietą i odchudzaniem. Już 5 dzień jestem na diecie, o ile tak to można nazwać. Stosuję Slimunox i ćwiczę… To ostatnie jest chyba najgorsze… Wieczorem, gdy w sumie powinnam myśleć o spaniu, siadam jeszcze na rowerek i jazda… dobrze że chociaż TV w tym czasie mogę pooglądać… Na pytanie, czy wytrzymałam i ciekawość mnie nie zjadła i się nie ważyłam? Odpowiedź brzmi nie. Czy zrobię to w poniedziałek. Też nie, bo postanowiłam ważyć się co dwa tygodnie. Czy odczuwam jakieś dolegliwości? Nie. Nie boli mnie głowa, czego w sumie się obawiałam, nie boli mnie brzuch… nic z tych rzeczy. Teraz drobne wyjaśnienie. Bo napisałam odnośnie diety, „o ile można to tak nazwać”. No bo prawda jest taka, że nie jestem na pełnej diecie, to znaczy staram się gotować bardziej dietetycznie i zdrowo, co służy nam wszystkim. Jednak pamiętajcie, że ja mam dzieci, które potrzebują odpowiednio wartościowego jedzenia, a nie diety. A ja nie mam czasu na przykład bawić się w gotowanie dwóch różnych obiadów. Raczej swoją dietę reguluje poprzez zmniejszanie porcji i wyliczanie kalorii… przykładowo. Dla mnie sałatka zawierająca dużo zieleniny i witamin, to podstawa obiadu, a resztą, to dodatek. Dla dzieciaczków odwrotnie. Nie mniej staram się utrzymać to, by nie przekraczać odpowiedniej ilości kalorii. Ponadto, to co już zauważyłam. Mam pewien kostium, gdzie jest do niego wszyty pasek. Do tej pory zapinałam pasek, że tak to określę na drugą dziurkę… teraz musiałam przesunąć się o jedną…zapinam się na trzecią…  Jakby nie patrzeć, o czymś to świadczy. Zdaję sobie sprawę, ze nie są to dziesiątki kilogramów jak na razie, zresztą ani nie mam takich marzeń, ani potrzeb by aż tyle schudnąć. Nie mniej w innych ubraniach też czuć, że są luźniejsze… więc coś się jednak dzieje…