Slimunox – dzień pierwszy. Jak obiecałam tak wystartowałam

No to zaczęło się. Zobaczymy co to da i jaki będzie dokładnie tego efekt. Zacznę od tego, że rano myślałam, że mnie trafi… łapię za aparat, wchodzę na wagę. Zgodnie z zasadą prywatności o której wspomniałam na początku nie zamierzam publikować fotek mojej osoby. Nie będę powtarzała się dlaczego. Uważam, ze nawet prowadząc blog mam prawo do odrobiny prywatności. Tym bardziej, że blog to nie jest moje źródło utrzymania. Nie mam kasy za kliknięcia etc… W każdym razie chciałam zrobić jedno, fotkę samego licznika wagi i oznaczyć go jako start. I co? I duuuupaaaa… wołowa 🙂 Na wyświetlaczu pojawiło się err i po chwili bat i zgasł… Padła bateria. A jak na złość akurat takiej wolnej nie miałam. Zakupy już zrobiłam. W pracy taki młyn, że wyskoczyć do kiosku nie miałam czasu, a w drodze powrotnej przypomniało mi się pod bramą. O nie, sorki, nie mam na czole napisane „idiotka” by wracać się po samą baterię. Zresztą przez ten jeden dzień nie spodziewam się nie wiem spadku wagi o kilogram, bym zdjęcia nie mogła zrobić jutro…. Liczę na wyrozumiałość pod tym względem… A wracając do tematu. Pierwszą tabletkę połknęłam o godzinie 6.30 rano. Popiłam pełną szklanką wody mineralnej. Już mamy zmianę, wcześniej by to była pewnie Cola. Później kawa, zakupy po drodze i do pracy. Z reguły przed pracą piłam tylko kawę, to nie żaden cud w moim przypadku. Nie mniej w pracy jedno co mogę napisać, to w żadnym momencie, nawet o zwyczajowej 11 nie ciągnęło mnie do jedzenia. Owszem na przerwie zjadłam kanapkę z serem, sałatą, pomidorem i ogórkiem – jak policzył mi taki kalkulatorek kalorii to około 340 kcal. O 13 druga tabletka Slimunox. Nawet w pracy nikt się nie zorientował co brałam, bo nie wzięłam całego opakowania tylko jedną tabletkę w taki pojemniczek na leki. Po 16 byłam w domu, dzisiaj troszkę luzy. Obiad… konkretny, muszę się jeszcze przyzwyczaić do zmiany troszkę zasad żywienia… nie mniej 2 kluski na parze polana odrobiną sosu (to był ból, bo ja zawsze tego rodzaju kluski lubiłam mieć mocno oblane sosem i to tłustym sosem), moja wersja surówki Colesław (kapusta pekińska, marchew, zamiast majonezu jogurt 0%, łyżeczka musztardy, sól pieprz), zjadłam jej około 100-120 gram i do tego mała pierś z kurczaka gotowana na parze… Łącznie jak mnie obliczenia nie zawiodły, to jakieś 600 kcal… więc jak doliczę do tego jogurt, jako deser 90kcal (naturalny 0% z owocami) to praktycznie mamy moje całodzienne menu, z dnia dzisiejszego. Bo jeść już dzisiaj nic nie zamierzam. To by wychodziło, że dzisiaj pochłonęłam około 1050-1100 kcal. I nie jestem głodna. Nie wiem na ile to już jest Slimunox, na ile kwestia psychiki i że to pierwszy dzień… ale jeżeli uda mi się utrzymać w tych granicach kalorię, gdzie wcześniej liczyłam, że będzie tego znacznie więcej, choć przecież dzień dniu nie będzie równy, w każdym razie uważam, może to zbyt duży optymizm, że uda mi się pozbyć tego i owego. W każdym razie podsumowując. To co zjadłam to napisałam, dzisiaj już tylko woda mineralna. Za godzinkę jeszcze z 30 minut na rowerku treningowym, pewnie na pierwszy raz więcej nie dam rady. I zobaczymy co będzie dalej

Muszę coś wykombinować

Nie wiem jeszcze co, bo WordPressa się jeszcze cały czas uczę, ale drażnią mnie komentarze jakie wchodzą jako SPAM. I oby to było coś na temat, ale widać, ze to roboty spamujące i syf po angielsku pies wie skąd… W każdym razie obecnie ręcznie je odrzucam, nie mniej jak tak dalej będzie, to zastanowię się nad wprowadzeniem możliwości komentowania tylko po zarejestrowaniu konta.