Ostatnie godziny przed odchudzaniem

Na samym początku przepraszam, miałam napisać i wrzucić fotki wczoraj, ale sorki, miałam tak wymieszane, że po pracy jedynie o czym marzyłam, to kąpiel, łóżko i spanie… a nie sięganie po aparat i pisanie… No cóż, ale dzisiaj sobota, pora w sam raz, bo złapałam chwile oddechu po sprzątaniu, a przed szykowaniem się na rodzinną imprezkę, która w sumie jest powodem, może i dobrze, że odchudzanie rozpocznie się w poniedziałek, a nie rozpoczęło wczoraj. W każdym razie taj jak wspominałam wcześniej Slimunox dotarł, a ja dzisiaj poświęciłam chwilę czasu na sprawdzenie jak to wygląda w rzeczywistości. Na początek fotka opakowania…

Opakowanie dokładnie takie jak oferują na swojej stronie    http://slimunox.pl gdzie można kupić ten środek.

Jedynie zaskoczenie, że na tym opakowaniu kartonikowym, że tak pozwolę sobie je nazwać, nie ma ani słowa po polsku. Nie każdy musi znać angielski i nie ukrywam, że początkowo troszkę mnie to zaskoczyło. Ale po wyjęciu już tego opakowania plastikowego, w którym znajdują się tabletki, sprawa się wyjaśniła. Tam wszystko napisane dokładnie po polsku. Podany termin przydatności do spożycia (11.2018). Podany skład, zalecenia, ostrzeżenia, np że nie jest wskazane aby tabletki te stosowały kobiety w ciąży jak i matki karmiące. Czyli to wszystko co faktycznie powinno być na takim produkcie. Minusik tylko za małą czcionkę, ale z drugiej strona patrząc opakowanie nie ma formatu A4 by pisać wszystko „12”. Zresztą sami zobaczcie…

No i ostatnia sprawa, aby nie było, po otwarciu to wygląda tak, a te dwie pokazane tabletki, to właśnie wspomaganie mojej drogi do szczuplejszej sylwetki. Czy i w jakim stopniu mi się to uda zobaczymy…  W każdym razie kolejny wpis w poniedziałek z wrażeniami po pierwszym fizycznym kontakcie ze Slimunox.

Sorki napisałam, a nie dodałam 3 fotki… uzupełniam brak