Paczka dotarła

No i paczka zawierająca Slimunox dotarła… Jednak… nie abym miała wątpliwości, bo nie o to chodzi, ale planowałam rozpocząć dzisiaj, niestety… godzinę mamy jaką mamy, więc dzisiaj odpada. Jutro? I tu mam dylemat. W sobotę jestem na takiej drobnej imprezce… Nie aby była wielka wyżerka, żaden ślub czy coś w tym stylu, ale jakieś ciastka, zapewne tort… I niestety nie będę mogła odmówić, choćby kawałka tortu… Przecież dziecku, w dodatku chrześniakowi nie wytłumaczę, ze ciocia tortu ani ciasteczka nie zje bo się odchudza… nie wiem czy w tym wieku zrozumiałoby do końca o co mi chodzi. Pewnie nie, a nie zamierzam mu robić przykrości… Wiec chyba start przełożę na niedzielę lub nawet poniedziałek… Jeżeli liczyliście na relację od dzisiaj, to przepraszam tych których zawiodłam, ale te dwa czy trzy dni chyba nie zrobią wielkiej różnicy. Jedynie co mogę napisać na dzień dzisiejszy, to fakt, ze nie zawiodłam się na sklepie w jakim kupiłam Slimunox – http://slimunox.pl Paczka była porządnie zapakowana, neutralna, że tak napiszę. Nie było widać co kupiłam. I nie o to bym się wstydziła, czy coś, ale w ofercie gwarantowali „dyskretną wysyłkę” i tak też otrzymałam towar.Do tego rzetelności jeżeli chodzi o zobowiązanie co do czasu wysyłki. Więc patrząc po tych parametrach, czyli jakości obsługi klienta, to w tym zakresie nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Jutro mam nadzieję, że wcześniej wrócę z pracy to wrzucę fotki, dzisiaj nie mam siły…

Dlaczego Slimunox?

Na samym początku napiszę jedną rzecz, która zapewne odkrywcza nie będzie. Uważam, że w dzisiejszych czasach, ze względu na to całe GMO, antybiotyki w paszach, a co za tym idzie np w drobiu, używane konserwanty, których celem jest poprawienie koloru, smaku, wyglądu jedzenia, zastosowanie suplementów jest po prostu wskazane. I niestety na tym żeruje wiele nieuczciwych firm, które po prostu działając w sposób wyglądający na legalny oferują nam środki, które są nie zawsze są dopuszczone do obrotu w Polsce. Pomijam już środki, reklamowane jako wyjątkowo skuteczne, a zawierające np jaja pasożytów, tych w ogóle uważam, nie należy brać pod uwagę. Ale może o tym kiedyś napisze, bo to chyba temat nie na jeden wpis, a na kilka i to takich porządnych, a nie na wątek poboczny. W każdym razie swoje poszukiwania zaczęłam od rozpytania koleżanek. Wiedziałam, że żadna z nich sama się nie odchudzała, ale może ktoś w ich znajomych czy rodziny… Może to być śmieszne, ale pomimo, że się czyta, iż przynajmniej połowa społeczeństwa ma nadwagę, to ja akurat trafiłam pechowo na tę druga połowę. Zresztą nie chciałam spędzić na poszukiwaniach miesiąca bo znając siebie bym się pewnie rozmyśliła… szukając dłużej czy bardziej wytrwale pewnie bym kogoś znalazła… Kolejny etap to było przeszukanie for… i tu trafiłam na kila preparatów, które mnie zaintrygowały ze względu na opinie jakie były publikowane. Ale wiadomo nie wszystko złoto co się świeci… Zaczęłam więc sprawdzać. Tak też trafiłam na stronę http://legalneodchudzanie.pl W tym momencie moja uwaga skupiła się na 3 preparatach. Z przyczyn podanych powyżej nie podam nazwy tych jakie odrzuciłam i dlaczego postąpiłam tak, a nie inaczej. Nie mam czasu dzisiaj bynajmniej na pisanie elaboratu na temat tych środków i dokumentowania tego screenami. A gdybym tylko napisała samą nazwę czy tylko uwagę, co mi się nie podobało, nie dokumentując tego w żaden sposób, a ktoś np zmieniłby treść strony, to mógłby z tego wyniknąć niezły bałagan. W każdym razie wzięłam się za bardziej konkretne sprawdzania, skład, proces reklamacyjny, proces zwrotu, czy dany środek jest zarejestrowany i dopuszczony do sprzedaży w Polsce. Czy firma która go oferuje jest z Polski, bo w razie czego nie zamierzałam latać z reklamacjami na Cypr czy Maltę… i na tej zasadzie, pozostała oferta AmerMedic czyli Slimunox. Dodatkowo idąc tym tropem, trafiłam jeszcze na stronę http://zgubionekilogramy.pl , gdzie ta strona przekonała mnie jeszcze bardziej do tego, że powinnam spróbować. Czy okaże się to dobrym wyborem, zobaczymy. W każdym razie wydawał mi się na tę chwilę on najbardziej sensowny. Kupiłam tzw pakiet polecany –  2+1 za 259zł płatne przy odbiorze… Zestaw VIP wydawał się dla mnie za duży, a standard bez sensu, bo kupując po 1 opakowaniu bym przepłacała. Paczkę powinnam otrzymać jutro, więc jutro będzie ten sądny dzień. Wprowadzenie suplementu, początek diety i rzecz której chyba najbardziej się boję, ćwiczenia… ale mam nadzieję, że w tym pomoże mi rowerek treningowy…

Zupa dyniowa na słodko…

No cóż jak przed swoistym postem, czyli przed dietę, to w ostatnie dwa dni postanowiłam zaszaleć, a że okres temu sprzyja, to zupka dyniowa na słodko którą uwielbia moja rodzina w sam raz. Poniżej podaję przepis dla naszej gromadki (1+3). Dlaczego 1+3? Może jak kiedyś będę miała ochotę do zwierzeń to napisze dlaczego jest tak a nie inaczej…, w każdym razie garnek jest potrzebny duży, bardzo duży… i u mnie znika w dwa dni…

Produkty:

Dwie średnie dynie (takie po około 1,5  kg szt), paczka cukru wanilinowego, budyń waniliowy, kilka goździków i cynamon (nie piszę kup paczkę, bo przeważnie każda z nas to ma w kuchni, jak nie to kup po paczce i to co zostanie będzie na później). Mleko, cukier, jak ktoś lubi to mleczko kokosowe, ale nie jest konieczne

Za to konieczny jest blender, bo zupę na końcu miksujemy na krem dyniowy

Przygotowanie – proste, dynie kroimy na osiem, tak aby było ją łatwiej obrać ze skórki… tę ścinamy z każdej części dyni. Wszelkie pestki i włókna znajdujące się z pestkami w środku dyni też usuwamy (tu w zależności od woli, jak chce nam się bawić w suszenie pestek to je zostawiamy i suszymy, jak nie to do kosza, ja jestem leniwa, więc wszystko poleciało do kosza). Jak mamy tak oczyszczoną dynię, to kroimy ją jak popadnie na 2 cm kawałki.Wrzucamy do garnka, zalewamy 2 szklankami wody i gotujemy, aż się praktycznie cała rozpadnie. Uważamy tylko aby się nie przypaliło, no i jak woda zbyt szybko odparuje, to delikatnie ją uzupełniamy. Tak aby po ugotowaniu było to w miarę gęste. W tym czasie do tak gotującej się bazy naszego kremu wrzucamy kilka goździków i troszkę cynamonu do smaku… u mnie to około 1/5 łyżeczki. Jak dynia zacznie się rozpadać, skręcam ogień, bo wcześniej gotowałam na około 70% mocy, wlewam pół litra mleka, dodaje ponad pół szklanki cukru, jak ktoś lubi mocniej słodką to więcej, można też słodzić miodem…  i znów doprowadzam do wrzenia…, teraz w garnku ląduje paczka lub dwie (jak u mnie) cukru wanilinowego, oraz rozrobiony w zależności od gęstości w połowie szklanki zimnego mleka jeden lub dwa budynie waniliowe. U mnie dzisiaj wystarczył jeden, choć poprzednio zużyłam dwa… tu też dużo zależy od tego z czym będziecie jeść ten krem i czy wolicie tego rodzaju zupy rzadsze czy gęstsze. Jak budyń ją zagęścił, to zmiksowałam wszystko blenderem i gotowe. No prawie, bo my taką zupę jemy z lanymi kluskami. Ale można też z makaronem, a gdzieś czytałam, że i z grzankami dobrze smakuje. Przepisu na lane kluski nie podaję, bo łatwo go znaleźć w necie, a przypuszczam, że każda z Was sama ma swój własny przepis. Zupka może nie wygląda super apetycznie, co widać na zdjęciu, które byłam zmuszona zrobić bez lampy błyskowej, bo z włączoną, wychodziło jeszcze gorzej, ale jest naprawdę smaczna.

Smacznego… 🙂

 

Postanowiłam coś zmienić…

Dzisiaj postanowiłam, że pozbędę się swojej nadwagi. Może nie jest tego dużo, ale nie jest i mało. Przynajmniej dla mnie. Stwierdziłam, że start bloga będzie ku temu dobrym momentem. Będzie siła motywująca, bo zamierzam, może nie co dzień, choć tego też nie wykluczam, wszystko zależy od czasu i nastroju, pisać o tym jak to się u mnie posuwa i w którym momencie ogłoszę sukces, lub to czego bardziej się spodziewał, ćpnę to wszystko w kąt i upiekę jakieś ciasto z bita śmietaną, co będzie koronnym dowodem na kapitulację i rezygnację z diety. Dzisiaj tylko sygnalizuję temat. Więc napiszę jeszcze, że korzystając z okazji postanowiłam przetestować jeden suplement wspomagający odchudzanie. Nie abym oczekiwała cudów, ale sprawdzę co i jak. Zdecydowałam się na Slimunox i właśnie dzisiaj zamówiłam go na stronie dystrybutora http://slimunox.pl Zresztą, do czasu aż ewentualnie się nie wścieknę, to będzie wisiała ta strona w „przydatnych linkach”. Paczki spodziewam się pojutrze, skoro dzisiaj pod wieczór zamawiałam. Więc dzisiaj i jutro ostatni dzień obżarstwa… dobra konkretniej…. pozwolenia sobie na potrawy ciut tuczące… Z tego powodu za chwilę dodam kolejny wpis jednej potrawy, którą uwielbiam, pomimo, że nie specjalnie wygląda kolorystycznie, a o której przy diecie będę mogła zapomnieć…  W związku z tym iż jutro będę jeszcze w ostatniej dobie przed startem, pozwolę sobie opisać dlaczego wybrałam konkretnie ten suplement… ale to jutro…

Już troszkę lepiej, ale do doskonałości daleko

Jak widać blog się zmienia, a ja uczę się wszystkiego po kolei. Nie jest jeszcze perfekcyjnie, tak jak bym chciała, ale strona uważam prezentuje się o niebo lepiej jak 14… Mam nadzieję, ze z każdym wpisem będzie coraz ciekawiej i lepiej. I jeszcze jedna sprawa. Wiem, ze jak ktoś bierze się za pisanie bloga. Właśnie bloga czy blogu> Mniejsza z tym. W każdym razie osoba taka powinna się wznosić na wyżyny języka polskiego, szczególnie ortografii i gramatyki. Niestety… z ortografią u mnie jest jak jest. Dzisiaj i tak o niebo lepiej jak w szkole, ale do ideału mi daleko. Wiem, że program podkreśla błędy.. ale może się zdarzyć, że coś przeoczę… wiec jak tak się stanie, to sorki, taka jestem… i albo ktoś to zaakceptuje i będzie wpadał od czasu do czasu, a może nawet komentował… Właśnie, muszę to jeszcze uruchomić… 🙂 albo odejdzie zdegustowany, że ktoś kto robi jakieś tam i błędy wziął się za bloga… No cóż proszę mi wybaczyć, ale nie ma przymusu…

Kilka słów o blogu, a może i o mnie?

No i startujemy. Co prawda robię to po części na „wariackich papierach”, bo ani zdjęć nie wybrałam, ani logo nie dopracowane… ale postanowiłam już nie czekać. W końcu to tylko wpis informacyjny, a jak zobaczę co i jak to i łatwej będzie dobrać szczegóły.

W każdym razie słów kila o tym czego będzie można się spodziewać na blogu.

Po pierwsze jak widać zdecydowałam się założyć blog nie w jakimś portalu jak np oferuje onet, ale tak prywatnie, że tak napiszę, z własnym adresem, na własnym serwerze (ok, nie do końca własnym… wynajętym) Jest to rozwiązanie mające i plusy i minusy. Mam nadzieję, że się nie przeliczyłam i plusy przewyższą minusy

Po drugie. Pisać będę o wszystkim, o tym co mnie boli, o aktualnych wydarzeniach, które w ten czy inny sposób mnie zdenerwowały lub zaciekawiły. Będę się starała by przynajmniej był dodawany jeden wpis w tygodniu. Choć swoistym marzeniem, które nie wiem czy będę wstanie zrealizować, byłby jeden wpis dziennie, ale pewnie na to nie będę miała czasu.

Po trzecie. Dopuszczam, jak na razie możliwość komentowania swoich wpisów. Jak długo to utrzymam, nie wiem. Wszystko zależy od kultury osób które ewentualnie będą komentarze pisać.

To tak na szybko, ogólnie. Nie zamierzam pisać książki o tym, co bym chciała, co zamierzam… i tak zapewne życie to zweryfikuje.

A teraz parę słów o mnie. Powiedzmy, że mam na imię Joanna. Mieszkam w Polsce. Gdzie? To nie jest istotne. Mam trójkę dzieci. I to cała moja rodzina. Życie nie raz mi dało za przeproszeniem po dupsku. Wiem co to radość, jak i żal czy smutek w tym po stracie najbliższych. Może to się komuś nie spodobać, może uznać, ze skoro nie otwieram się całkowicie w swoim blogu, to może nie jestem szczera? Właśnie odwrotnie. Nie zamierzam nikogo obrażać. Jednak dzisiejszy świat jest taki, jaki jest. Wiele osób może po prostu może dla fanu zrobić coś co będzie godziło we mnie. To byłby mały problem. Ale ja mam dzieci i ich skrzywdzić nie dam… a wiadomo jak jest z ewentualnym hejtem.  Będę się tak starała prowadzić tę stronę, by utrzymać swoją sferę prywatności. Dlatego też o ile będę publikowała zdjęcia, to nie będą to żadne fotki rodzinne… Jak zobaczycie moje wpisy na blogi, tematy które poruszam, to przypuszczam, że większość z Was, szczególnie mających dzieci, zrozumie dlaczego postąpiłam tak a nie inaczej…